denko

DENKO, czyli moje zużycia w grudniu 2015. Mini recenzje.

1/02/2016 Angelika K. Angelisiak 18 Comments

Witajcie w Nowym Roku!
Miałam nie robić juz takich postów, ale stwierdziłam, że to jedyna okazja, bym mogła Wam w skrócie napisać, co się u mnie sprawdziło, a co niestety nie. W grudniu wykończyłam niewiele kosmetyków, a część z nich polecaiała do kosza w ramach przedświątecznych porządków. Nauczyłam się, że nie ma sensu trzymać czegoś, czego się nie używa, nie lubi lub tego, co nam nie służy.


I w ten oto sposób do kosza poleciały 4 produkty, których nie zużyłam z różnych powodów.


Największym rozczarowaniem było masełko The Body Shop - tym razem Satsuma (mandarynka). Pisałam Wam o nim w ostatnim denku - wówczas miałam zapach mango, ktory pokochałam ♥. Tym razem jednak miłości nie było. Cieszę się, że nie zaczełam od niego swojej przygody z masłami TBS, bo zraziłabym się mocno. I chociaż nie mam zastrzeżeń do konsystencji, wchłaniania i nawilżania, to zapach... jest okrutnie chemiczny, w niczym nie przypominający mandarynki. Nie mogłam go znieść, a i moi domownicy zastanawiali się, czemu "pachnie" ode mnie środkami do czyszczenia. Dosłownie :(

Kolejnym przykrym zaskoczeniem było Serum redukujące pory z serii VitaCeric Dr Irena Eris. Niby przeznaczone do cery tłustej i mieszanej, a jednak okazało się niezbyt odpowiednie do mojej cery. Konsystencja niby lekka, a jednak bogata. Lekko tłustawa, jak każdy krem, co było zaskoczeniem, bo zwykle serum kojarzy mi się z czymś lekkim, do stosowania pod krem. Tutaj krem nie był już potrzebny, bo za bardzo obciążało to moja cerę. Zapach przyjemny, choć sztuczny, a aplikacja niezwykle higieniczna, dzięki wbudowanej pompce. Moja cera po aplikacji tego serum była gładka, ale dość szybko zaczynała świecić. Nie zdążyłam sprawdzić działania długofalowego, bo straciłam do tego serum cierpliwość i wróciłam do sprawdzonego kremu.

Antypersprant Garnier mineral InvisiClear to mój jednorazowy wybryk i przypadkowy wybór, gdy chciałam poznać "coś nowego". Kupiłam go sugerując się etykietą, a nie sprawdzając składu. I to był błąd. W składzie alkohol, który skutecznie mnie do siebie zniechęcił już po pierwszym użyciu. Nie nadaje się bowiem do stosowania na świeżo wydepilowaną lub ogoloną skórę. A to głównie wtedy używam antyperspirantu. Sprawdziłam go kilka razy w mniej ekstremalnych sytuacjach (w ciągu dnia, poza domem) i wtedy było znacznie lepiej. Natomiast skuteczność przed poceniem nie powala na kolana (gdyby było ok, nie musiałabym go powtórnie aplikować). Plusem jest opakowanie i śliczny zapach.

Na koniec Maseczka oczyszczająca z minerałami z Morza Martwego z serii Planet Spa (Avon). Kolejny kosmetyk z tej firmy, a do tego kolejny z tej serii, która kiedyś była genialna, a której jakość obecnie mocno podupadła. Wiem, że ma wielu zwolenników i wiele osób może nie zgadzać się z moją opinią. Dlatego nie oceniam jej globalnie, a ujawniam swoje odczucia. 
Maseczka, która wprawdzie nie szkodzi mojej skórze, ale też nie pomaga. Oczyszczanie skóry na poziomie każdej innej maseczki - jest ok, ale nie lubię momentu, gdy trzeba ją zmyć z twarzy. Po całym zabiegu i tak muszę użyć żelu do mycia twarzy, by pozbyć się dziwnej powłoki na mojej skórze. Nie potrafiłam się do niej przekonać. Zdecydowanie bardziej wolę tradyczyjną glinkę, bez zbędnych dodatków.



W grudniu był też czas pożegnań tych przyjemniejszych specyfików. Na zdjęciu sa 2 produkty, które nie są w prawdzie moim zuzyciem, lecz męża i córki, ale stwierdziłam, że warto o nich wspomnieć.

Antyperspirant Rexona Men XtraCool - kolejne opakowanie i na pewno nie ostatnie. Wg męża - zdecydowanie najlepszy antyperspirant, jakiego używał. Sprawdził się też w ekstremalnych warunkach podczas tegorocznego lata. Piękny zapach i wysoka skuteczność. A do tego nie brudzi ubrań. 

Płyn do higieny intymnej dla dziewczynek od BabyCap to nowość, jeszcze trudno dostępna. Przyjemny płyn do codziennej higieny. Przyjemny zapach, żelowa konsystencja, wydajny. Godny uwagi. 

Dove Purely Pampering mleczko kokosowe z płatkami jaśminu to żel, o którym pisałam Wam całkiem niedawno - RECENZJA.

Garnier Płyn Micelarny 3w1 do cery wrażliwej - kupiony po raz pierwszy (i to całkiem przypadkowo), ale na pewno nie po raz ostatni. Robi, co ma robić - zmywa makijaż, oczyszcza cerę, nie podrażnia. Jest bardzo wydajny, a w dodatku miał atrakcyjną cenę (trafiłam na promocję w Biedronce). Naprawdę mnie zaskoczył. Pozytywnie :)

Szampon z wyciągiem z bursztynu Jantar marki Farmona to kolejny spontaniczny zakup w Biedronce. I kolejny produkt, do którego z pewnością wrócę. Tylko prośba do Farmony - zmieńcie w końcu tę nakrętkę na jakiś zatrzask! Byłby zdecydowanie wygodniejszy w użyciu. 
Po zawodzie, jaki sprawił mi szampon Radical (i to dwukrotnie - opinia), miałam troszkę obawy, czy i tym razm tak nie będzie. Ale na szczęście nie było rozczarowania. Szampon pięknie pachnie, jest wydajny, dobrze się pieni i oczyszcza włosy nawet na kilka dni. Stosując go, ograniczyłam użycie maski/odżywki do włosów, do jednego razu w tygodniu. Nie plącze włosów, sprawia, że są błyszczące i wyglądają zdrowo. Z pewnością do niego wrócę i to już lada moment. Zamierzam też sięgnąć po inne produkty z tej serii.

Na koniec produkt do makijażu - te u mnie rzadko sięgają dna przed upływem terminu ważności. Podkład MaxFactor FaceFinity All Day Flawless 3in1 zużyłam prawie do końca. Bardzo wygodna pompka dozująca pozwala aplikować odpowiednią ilość podkładu. Odpowiednia konsystencja, którą łatwo rozprowadzić. Przyjemny zapach. Podkład nie tworzy efektu maski, ale zostawia lekko pudrowe wykończenie. Wyrównuje koloryt skóry, a jego krycie jest średnie. Trwałość kilkugodzinna, ale w moim przypadku nie oczekiwałam od niego 12 godzinnej gotowości. Dla mnie jest to idealny podkład na co dzień. Co istone dla mnie - nie zapycha porów i nie powoduje wysypu niespodzianek na mojej kapryśnej twarzy. 




Dajcie znać, co Wam wpadło w oko i czy używacie produktów, które dziś opisałam? A może chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na temat któregoś z nich?




Zobacz także:

18 komentarzy:

  1. Ja bardzo lubię maski Avon i tę akurat mam już drugie opakowania, bo jest chyba najlepsza
    Jantar dla mnie to bubel wśród szamponów, podobnie jak Radical

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, każdemu służy coś innego ;)

      Usuń
  2. Ja ostatnio nie mogę nic wykończyć, chyba znów muszę zrobić przegląd w kosmetykach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto robić takie przeglądy... W ten sposób odkryłam kilka perełek, których termin ważności się kończy i niestety nie zdążę ich zużyć w całości :(

      Usuń
  3. ja również w grudniu zdenkowałam szampon Jantar i bardzo go polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam te maseczki z Avonu :) Płyn micelarny z Garniera jest jednym z moich ulubieńców. Szamponu Jantar jeszcze nie używałam, ale kusi mnie trochę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam micelka oraz szampon. Podkład brzmi ciekawie, aczkolwiek jestem ostrożna w tym temacie i staram się raczej trzymać tego co już dobrego znalazłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Żele Dove lubię, a z Avonu to chyba miałam peeling z Twojej serii i był przecietny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam szczerze że nie znam żadnego z tych produktów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fluid MaxFactor kocham miłością bezkresną i na razie jest to mój nr jeden wśród podkładów. Najgorszym bubelkiem jest nowy, kremowy żel Dove. Ja mam wersję pistacjową i prawdopodobnie to po nim mam mega swędzącą wysypkę od dwóch dni... Koszmar! Nie zmieniłam diety, a wśród kosmetyków jest to jedyny nowy produkt, więc jestem niemal pewna, że to jego sprawka. Jak widać, powiedzenie, że jeden kosmetyk działa u wielu osób całkiem inaczej jest prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaciekawiłaś mnie Jantarem, mamy z córką wieczny problem z włosami i to już od dłuższego czasu. Może to byłby produkt dla nas :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze, aż dziwne że TBS może mieć tak okropny zapach. Muszę zapamiętać, by go nie kupować. Zainteresowałaś mnie tym płynem do higieny intymnej dla dziewczynek. Ciekawi mnie szczególnie jego skład.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten podklad lubie, choc dawno nie mialam :)
    Micel z garniera .... niby ok, ale ogolnie szału u mnie nie zrobil.
    Kuleczke garniera bardzo lubie, ale z rozowym akcentem - opakowaniem. Tej nie mialam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja tez nie przepadam za tą serią Planet Spa... chociaż kiedyś ją lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ładne zdjęcia, muszę w końcu kupić ten płyn micelarny z Garniera:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Produkty Avon Planeta Spa dość często u mnie gością :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Micel Garniera jest świetny :) Uwielbiam go :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, za każde słowo ;*

Proszę jednak o powstrzymanie się od nadmiernego spamu :)